niedziela, 15 grudnia 2013

Poronienie w UK. Poronilam w Anglii. Dla ludzi o mocnych nerwach.

Dzisiaj bedzie bardzo smutny temat dla tych pan, ktore poronily. Mi to sie przytrafilo i postanowilam podzielic sie z Wami moimi odczuciami i przezyciami. Jest bardzo malo informacji po polsku na ten temat, po angielsku znajdziemy wiecej ale rozumiem, ze nie kazda z Was zna na tyle dobrze angielski. Niestety poronienia zdazaja sie czesciej niz nam sie wydaje i wedlug danych z UK 1 kobieta na 4 chociaz raz w zyciu poroni. Niektorzy lekarze mowia nawet o 50% poronien na wszystkie ciaze, poniewaz czesto kobieta porania nawet jeszcze nie wiedzac, ze byla w ciazy, np. dostala okresu spoznionego o pare dni - a to moglo byc wlasnie poronienie.
Ja w kolejna ciaze zaszlam miesiac pozniej i mam teraz slicznego synka, wiec nie czekajcie z kolejna ciaza pol roku jak co niektorzy radza : )
 Opis tego co ja przeszlam bedzie bardzo dokladny i moze byc dla niektorych czytelniczek/czytelnikow niezbyt przyjemny. Robie to dlatego, ze wiele kobiet nie wie czego oczekiwac i co moze je spotkac. Wazne jest aby wiedziec co nas bedzie czekalo po, czego mozemy sie spodziewac. Wiedzac co nas czeka daje nam odrobine wiecej spokoju i zaufania, ze bedzie dobrze. Rozumiem, ze czytasz tego posta poniewaz przezylas to samo co ja - wyrazy wspolczucia.
Przegladalam polskie i angielskie fora dotyczace tego problemu i musicie zrozumiec, ze tutaj opieka nad ciezarna jest dosyc inna niz w Polsce. Wedlug mnie lepsza, niz gorsza. Tutaj bardziej sie stawia na nature i daje sie kobiecie wybor. W Polsce (z tego co czytalam na polskich forach) od razu kobiete wysyla sie na lyzeczkowanie.

Jest kilka rodzajow poronien, moje bylo missed lub silent miscarriage (w 12 tygodniu poszlam na pierwsze USG i okazalo sie, ze moje dziecko przestalo sie rozwijac wiele tygodni temu i nie zyje - zarodek mial tylko 3 mm wielkosci) a potem przy drugim scanie napisano w papierach incomplete miscarriage, czyli zarodka juz nie bylo pozostalo tylko lozysko.

Jak to bylo u mnie:
O tym, ze moje dziecko sie nie rozwija i nie zyje dowiedzialam sie podczas rutynowego pierwszego badania USG w 12 tygodniu ciazy. Bylam bardzo zdziwiona gdy sie o tym dowiedzialam, poniewaz mialam dosyc mocne objawy ciazowe: nudnosci, poranne wymioty, zmeczenie, bol piersi, oslabienie, wech wyostrzony jak u psa. Czasami czulam sie tak zle, ze caly dzien lezalam w lozku. Zaraz po scanie skierowano mnie na odzial maternity emergency, gdzie pielegniarka umowila mnie na drugi scan dwa tygodnie pozniej - taka procedura. Na drugim USG okazalo sie, ze juz zarodek jest niewidoczny (prawdopodobnie zostal wchloniety) ale pozostalo lozysko. Pielegniarka wykonujaca scan dala mi materialy do poczytania na temat metod poronienia abym wybrala najlepsza dla siebie. Opisane tam byly wszystkie metody, jak przebiegaja, na czym polegaja i jakie sa ich plusy i minusy.
W Anglii mamy trzy metody na calkowite poronienie:
  •  metoda farmakologiczna: dostaniemy w szpitalu tabletki, ktore wprowadza sie gleboko do pochwy oraz czopki przeciwbolowe. Po kilku godzinach po podaniu tabletek nastepuje poronienie.
  • metoda inwazyjna-operacyjna: zostanie nam wykonane lyzeczkowanie pod narkoza. Spedzimy jeden dzien w szpitalu.
  • metoda naturalna: czekamy az natura sama zrobi porzadek i poronimy naturalnie.
Od razu wiedzialam, ze w gre wchodzi tylko metoda naturalna. Ewentualnie gdy natura bedzie sie spozniac wzielabym tabletki. Na forach anglojezycznych wiele kobiet wybieralo metode naturalna ale te kobiety, ktore mialy juz dosyc objawow ciazowych, nie bedac praktycznie w ciazy, decydowaly sie na pozostale dwie metody. U mnie objawy ciazowe juz powoli, z dnia na dzien przechodzily. Po scanie spotkalam sie z inna pielegniarka, ktora przedyskutowala ze mna metode jaka chce wybrac. Powiedzialam, ze wybieram metode naturalna i umowiono mnie na kolejne USG za dwa tygodnie.
Dzien po scanie zauwazylam w wydzielinie drobne skrzepy krwi. Pomyslalam: o, juz sie zaczyna, natura sie zorientowala, ze cos jest nie tak i trzeba wydalic resztki z macicy. Dwa dni pozniej zaczely bolec mnie plecy, konkretnie krzyz i dol brzucha. Zaczelo sie drobne krwawienie a bol byl umiarkowany. Po 3 dniach bol stal sie mocniejszy (musialam wziasc tabletki) i krwawienie bylo wieksze, glownie wtedy gdy szlam do lazienki. Wylatywaly ze mnie niewielkie skrzepy krwi - jak przy obfitszym okresie.

Nastepnego dnia moje poronienie bylo w apogeum.
Po poludniu dostalam bolesci - bol byl skurczowy i z godziny na godzine coraz mocniejszy. Wzielam dwie tabletki paracetamolu ale to nic nie pomoglo. Bol byl z godziny na godzine coraz silniejszy, czasami tak silny ze po prostu krzyczalam z bolu. Krwawienie rowniez sie wzmagalo, kiedy szlam do lazienki wylatywaly ze mnie duze skrzepy ciemnobrunatnej krwi, najwiekszy byl wielkosci jajka. W momencie apogeum podpaske musialam zmieniac co pol godziny a i tak jedna tak przemokla, ze mialam przemokniete getry. Nawet nie zdazylam sie przebrac gdy na sofe nad ktora stalam (nie mialam sily isc do lazienki) wylecial kolejny olbrzymi skrzep. Bol byl okropny. W momencie kiedy czulam iz krwawienie dziwnie sie wzmaga, poczulam sie bardzo slabo, zbladlam, zaczelam sie trzasc, oblaly mnie poty (pod piersiami mialam plamy od potu, ktore przemokly przez dwie warstwy bluzek). Pomyslalam, ze zaraz zemdleje a w pewnym momencie zastanowilam sie czy ja to przezyje, moze umieram? Czulam, ze krew wyplywa ze mnie bez przerwy. Powiedzialam tylko do mojego chlopaka: "Dzwon po karetke". Ledwo wykrzesalam z siebie sily aby poinstruowac go co ma mowic. Kiedy po ok. pol godziny przyjechala karetka (nie bylo to traktowane jako zagrozenie zycia, poniewaz oddychalam i bylam przytomna) poczulam sie lepiej i juz mialam sily aby porozmawiac z sanitariuszkami. Zbadaly mi cisnienie, poziom cukru we krwi, wytlumaczyly, ze kiedy krwawienie bedzie ciagle i krew bedzie koloru takiego jak przy zwyklym skaleczeniu, wtedy moge sie obawiac, ze sie wykrwawie i mam przyjechac do szpitala (lub zadzwonic na 999). Wypelnily papiery, zapytaly sie czy chce z nimi jechac do szpitala (juz sie lepiej czulam wiec nie chcialam) i odjechaly. Zapytaly jeszcze przy wypelnianiu papierow na ile oceniam moj bol na teraz, na skali od 1 do 10. Powiedzialam: "Teraz 2 ale godzine temu powiedzialabym 10".
Kiedy juz poczulam sie lepiej zjadlam kanapki i wzielam paracetamol. Do konca dnia bylam dosyc oslabiona, kiedy wstawalam z sofy mialam delikatne zawroty glowy. Bol prawie odszedl a krwawienie sie zdecydowanie zmniejszylo.W nocy kiedy poszlam do ubikacji wydalilam lozysko. Wygladalo jak kawalek flaka zakrwawionego. Rowniez na noc wzielam znowu paracetamol poniewaz bol zaczal wracac.
Moje poronienie trwalo ok. 4 godzin.
W nocy mialam na brzuchu banke z goraca woda - to pomysl mojego chlopaka. Pomagalo, poniewaz czulam jeszcze delikatne bole skurczowe pomimo wziecia tabletek. Nie bylam pewna czy przy krwawieniu banka z goraca woda moze byc ale pielegniarka, ktora przyjechala powiedziala, ze jak najbardziej moze.

Oczywiscie kazde poronienie wyglada inaczej ale z reguly mozecie sie spodziewac duzego bolu i krwawienia. Delikatniejsze krwawienie trwa jeszcze przez pare dni i przez ten czas mozemy czuc sie oslabione, zmeczone, poniewaz hormony wracaja do poziomu sprzed ciazy. Po poronieniu dobrze jest odpoczywac, nie dzwigac ciezkich przedmiotow, dobrze sie odzywiac (aby uzupelnic witaminy i mikroelementy). Jezeli mamy mozliwosc wezmy pare dni urlopu.
Jezeli wybierzecie dwie pozostale opcje poronienia, to po tabletkach bedziecie mialy dokladnie to samo a po operacji bedziecie mialy bol brzucha przez kilka dni i rowniez krwawienie. Wedlug mnie jestesmy czescia natury i natura sama wie co dla nas dobre.
Na wszelki wypadek w czasie poronienia niech bedzie z Wami partner a jezeli go nie ma to jakas dorosla, bliska Wam osoba.

Napisalam tego posta dlatego, ze nie ma w necie za wielu informacji na ten temat, jakby to byl jakis temat tabu a to niestety zdaza sie czesto. I nie jest to wedlug mnie temat tabu czy wstydliwy - to normalny odruch naszego organizmu.

Jezeli trudno sie Wam pogodzic ze strata dziecka polecam wybrac sie do psychologa aby "wygadac" swoj bol i zal. Dajcie sobie rowniez czas na zalobe i stany depresyjne. To normalne, macie prawo tak sie czuc. Czas leczy rany i po piewszym poronieniu macie takie same szanse na zajscie w ciaze jak za pierwszym razem. Ja zaszlam ponownie w ciaze juz na drugi miesiac po poronieniu. Nie widze porzeby aby czekac az pol roku - takie informacje wyczytalam u polskich "specjalistow" ginekologow na necie. W anglojezycznych zrodlach podaja, ze im szybciej zajdzie sie w nastepna ciaze po poronieniu tym lepiej. Jedynie radza odczekac jeden  miesiac aby moc dokladniej obliczyc wiek ciazy od ostatniej miesiaczki. Miscarriage Association podaje nawet, ze sa badania wskazujace na to, ze jezeli zajdziemy w ciaze ponownie wlasnie w pierwszych 6 miesiacach od poronienia, szanse na nastepne poronienie maleja. Tak wiec informacje na polskojezycznych stronach internetowych, ktore karza czekac pol roku sa mylace i nieodpowiedzialne.

Dopiero jak poronicie 3 razy, lekarz zleci badania dlaczego tak sie stalo i bedzie szukal przyczyn.
Takie poronienie jak ja mialam w 9 wypadkach na 10 (wedlug danych z UK) jest przyczyna nieodpowiedniego polaczenia sie chromosomow przy zaplodnieniu. Taki zarodek nie mialby prawa przetrwac i natura eliminuje go. Oczywiscie wiek kobiety ma tutaj znaczenie. Powyzej 35 roku zycia takie ryzyko jest wieksze. Niestety ja jestem w tej grupie. Drugim powodem poronienia moga byc smugi chemiczne, czyli chemtrails. Zauwazono, ze na terenach ktore sa spryskiwane chemia liczba zachorowan na raka oraz liczba poronien rosnie z roku na rok. Jezeli jestescie zainteresowane globalnym problemem trucia nas z nieba to google i niezalezne zrodla otworza Wam oczy na ten problem.
 

poronienie w Anglii, poronilam UK

9 komentarzy:

  1. Super temat:)
    Ja na szczęście nie przerabiałam poronienia:)
    Ale matka mi opowiadała że kiedyś poroniła nie wiedziała,ze to ciąża itp miała później komplikacje i musieli wyciąć jej jedno jajko !!??

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zaczelam plamic na brazowo 2 dni temu, a wczoraj zauwazylam swierza krew. Doslownie odrobine. Zadzwonilam do poloznej, ktora poradzila mi jechac na A&E . Zrobili mi badania moczu i krwi, zbadali brzuch i kazali przyjsc rano na scan. Jeszcze pelna nadziei, ze wszysko bedzie dobrze pojechalam rano do szpitala. Sadzilam, ze przepisza mi cos podobnego do duphastonu na podtrzymanie i bedzie ok. Jak w pierwszej ciazy. Niestety. Puste jajo plodowe. Ciaza zatrzymala sie 5 tygodni temu, w 7 tc. 17 listopada ide do szpitala na farmakologiczne czyszczenie. A 16 moja corka konczy 5 lat ;( tak bardzo chciala miec rodzenstwo... tak sie cieszyla. Teraz jak ja jej to powiem???!!! Boje sie tego co bedzie ;( czuje sie nie wartosciowa jak bym nie byla 100% kobieta....

    OdpowiedzUsuń
  3. Justyna, przykro mi, ze tak sie stalo ale nie polecam czyszczenia farmakologicznego. Poczekaj az organizm sam sie oczysci, jezeli chcesz miec w przyszlosci dzieci to nie daj sobie ingerowac w organizm niepotrzebna farmakologia. Z corka to rzeczywiscie bedziesz miala problem jak jej to powiedziec, wytlumaczyc - moja rada na przyszlosc: nie mow nic o ciazy, nikomu do konca 3 miesiaca. Kobieta jestes jak najbardziej - przeciez to kobietom sie zdaza poronienie. Trzymaj sie. Ja po proronieniu zaszlam w ciaze miesiac pozniej i teraz mam slicznego rocznego chlopaka : ) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam farmakologiczne i nie rozumiem tego nie polecania... Miałaś że nie polecasz? Szanse są takie same później.

      Usuń
    2. No z tymi dziecmi w przyszlosci to przegielam rzeczywiscie. Ja jestem za naturalnymi rozwiazaniami, jestem przeciwko farmakologicznym ulatwiaczom i poprawiaczom natury. Kazdy wybiera to co mu pasuje i jaka ma wiedze.

      Usuń
    3. Czesc, dziekuje ze poruszalas ten trudny temat. U mnie na USG w 12 tygodniu okazalo sie ze pecherzyk plodowy jest pusty, przestal rosnac w 8 tygodniu. Podobnie jak Ty mialam wszystkie objawy ciazowe. Lekarka powiedziala ze to wlasnie dlatego nazywa sie silent miscarriage. Ja wybralam zabieg lyzeczkowania, nie chcialam stracic dziecka naturalnie I jeszcze bardziej tego
      przezywac. W szpitalu (mieszkam w UK od 11 lat) mialam fantastyczna opieka. Zaproponowano mi ze plod zostanie zbadany na co sie zgodzilam. Nie strasz kobiet metoda operacyjna, lekarka powiedziala ze kazdy decyduje za siebie I z tego co mi wiadomo kobiety czesciej dochodza szybciej do siebie. Jestem nauczycielem I nie chcialam miec krwotoku w pracy. Pozdrawiam serdecznie, wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Kasia

      Usuń
  4. I samo sie oczyscilo. Wczoraj pojechalam do pracy, ale juz z auta wyjsc nie moglam.... dopadly mnie straszne skurcze i krwotok. Nie wiem jak wrocilam do domu. Lalo sie ze mnie potwornie... a widok.... trauma..... nikomu tego nie zycze :( teraz mysle, ze gdybym miala zabieg lyzeczkowania nie przezyla bym tego tak strasznie. Dzis, juz dzien po czuje straszliwa pustke, zlosc, bezsilnosc, ogromna strate. Corka juz wie. Partner jej powiedzial... nie zbyt delikatnie... ze dzidzius umarl i wyplynal z mamusi :( przyszla do mnie i mowi: mamus wiem co sie stalo. Ale dla czego tak sie stalo? Ze lzami w oczach staralam sie jej to jakos wytlumaczyc w delikatny sposob.
    Nie mam sily :( jestem psychicznie i fizycznie wykonczona. Ale nie zmuszam sie do niczego... daje sobie czas. Po przezyciach z ostatnich miesiecy musze odpoczac. Sama bijac sie z myslami dlaczego tak sie stalo.... moze stres? Wylew mamy, opieka nad nia i prowadzenie wszystkich rodzinnych spraw zatracajac wlasne zycie i tracac dziecko... czas spojrzec sobie w oczy i uswiadomic sobie, ze nie jestem robotem tylko czlowiekiem....
    Dziekuje za mozliwosc wygadania sie i za slowa otuchy :* Pozdrawiam i duzo zdrowka wam zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze kilka dni trzeba dac sobie odetchnac i odpoczac. Po kilku tygodniach pozostaje tylko wspomnienie. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Ja poronilam wczoraj ahhh ciezki temat bylam w 9 tyg ciazy. Dzieciatko wylecialo ze mnie jak siedzialam na dywanie I bawilam sie z synkiem. Jutro dopiero scan czy wszystko sie usunelo. Lekarz w emergency department powiedzial ze nie ma powodu zeby czekac z poczeciem nastepnego dzieciatka kiedy to tak boli I psychicznie I fizycznie...pozdrawiam Iwona Canterbury xx

    OdpowiedzUsuń