czwartek, 20 listopada 2014

Porod domowy w Anglii. Porod w wodzie

Dwa tygodnie temu urodzilam Kubusia, wiec w dzisiejszym poscie przeczytacie o moim domowym porodzie. Tak jak planowalam rodzilam w domu, w basenie.
O tym gdzie kupic wyprawke dla dziecka, kosmetyki pielegnacyjne, lozeczko, zabawki i inne potrzebne akcesoria przeczytacie >>>TUTAJ
Moj plan porodu czytala polozna , wiec wiadomo bylo jaki chce miec porod: chce rodzic w pozycji jaka bedzie dla mnie wygodna, w miejscu gdzie mi bedzie wygodnie (niekoniecznie w basenie), chce aby pepowina byla odcieta dopiero jak przestanie pulsowac, nie chce witaminy K pod zadna postacia dla dziecka, nie chce zadnego znieczulenia, nie chce zadnych hormonalnych przyspieszaczy na wydalenie lozyska, chce dziecko od razu na gola piers i chce go od razu nakarmic piersia.
Polecam pisac plan porodu: wtedy to Wy decydujecie jak chcecie rodzic a nie szpital czy polozna. Porod to Wasze jednorazowe, niepowtarzalne przezycie - zrobcie je po swojemu i olejcie szpitalne procedury : )
Mijal juz tydzien od daty porodu wyznaczonej przez lekarza i zaczynalam myslec nad naturalnymi sposobami przyspieszenia porodu. Moja polozna - Barbara zaproponowala mi masaz szyjki macicy, czyli membrane sweep juz tydzien wczesniej ale ja chcialam poczekac - mielismy jeszcze czas.
W nocy z poniedzialku na wtorek dopadlo mnie strasznie czeste sikanie, czestsze niz przez okres ciazy, w ogole przez to nie spalam, do lazienki chodzilam co 5 - 10 minut. Nad ranem wydawalo mi sie, ze bezwiednie popuscilam odrobine moczu w lozku - poszlam do lazienki i dotarlo do mnie, ze to zaczely sie powoli saczyc wody plodowe. Pomyslalam: zaczelo sie. Zaczelam sie trzasc cala w srodku z emocji: pomieszanie ekscytacji, podniecenia i strachu. Wrocilam do lozka zeby sie uspokoic, zalozylam podpaske i stwierdzilam, ze bede czekac - co dalej?
Zaczely sie skurcze, bardzo nieregularne, z przerwami od 2 do 15 minut, dosyc mocne. Zadzwonilam do poloznej. Zapytala sie czy skurcze sa regularne i powiedziala, ze jezeli to wody odchodza a akcja porodowa nie zacznie sie w ciagu 24 godzin to musze jechac do szpitala, sprawdzic czy wszystko jest ok. I tak przez caly wtorek wody mi sie saczyly jak przyslowiowa "krew z nosa", bole skurczowe mialam nieregularne, dosyc mocne, z wtorku na srode znowu nie spalam ze wzgledu na bol. Malo co jadlam, poniewaz nie mialam w ogole ochoty na jedzenie - skupialam sie tylko na skurczach i czekalam kiedy zaczna byc regularne. Nad ranem w srode zadzwonila polozna i powiedziala, ze juz minelo 24 godziny i musze jechac do szpitala. Tak na wszelki wypadek spakowalam rzeczy (przez cala ciaze nie mialam spakowanej tzw. torby do szpitala, bo nie planowalam zeby mialo sie cos dziac), ktore moglyby sie przydac w razie gdybym musiala zostac w szpitalu, zamowilismy taksowke i pojechalismy do szpitala.

Juz w momencie jak pakowalam sie do szpitala, skurcze odeszly, w szpitalu nie czulam ich juz w ogole. Kiedy pielegniarka mnie badala okazalo sie, za mam troche wyzsze cisnienie niz zwykle i przyspieszony puls. Pomyslalam: no tak, nie dziwne, ze niektorym kobietom ustaje akcja porodowa jak docieraja do szpitala - to wszystko przez adrenaline i stres. A potem daja oksytocyne na przyspieszenie porodu co wyzwala cala reakcje lancuchowa niepotrzebnej ingerencji (srodki przeciwbolowe - przyspieszany porod jest bardziej bolesny, to tak jakbys chciala jechac szybko samochodem na zaciagnietym hamulcu, nacinanie krocza, przebijanie pecherza plodowego, wyciaganie dziecka proznociagiem, cesarka). Okazalo sie, ze wody jeszcze byly, wiec nie ma sie co martwic, dziecko ma sie dobrze a rozwarcie mam na zaledwie 1 cm. Polozna zaproponowalam abym poprosila w szpitalu o membrane sweep, wiec lekarka mi ja zrobila. Nie bylo bolesne (na forach czytalam, ze kobiety z Polski czesto sie skarzyly, ze zabieg byl bolesny), prawde mowiac nie czulam za wiele.
Akurat moja polozna byla w szpitalu i umowila mnie na wywolanie porodu w szpitalu na niedziele, gdyby masaz nie pomogl. W Anglii z reguly wywoluje sie sztucznie porod 12 dni po terminie. Na wszelki wypadek umowilam sie z polozna na jeszcze jeden masaz szyjki na sobote, poniewaz nie mialam zamiaru isc do szpitala na sztuczne wywolanie porodu.

Wrocilismy do domu i skurcze wrocily. Mialam niewielkie krwawienie po masazu szyjki macicy. Skurcze zaczely byc jeszcze bardziej intensywne i czestsze. Nie mialam pojecia czy sa regularne i co ile sie pojawiaja - bylam poza czasem, czas dla mnie nie istnial, na ekranie telefonu widzialam tylko cyferki, ktore nic dla mnie nie znaczyly. Skurcze byly juz na tyle silne, ze zaczelam sobie pomagac pojekiwaniem, dosyc glosno. Po kilku godzinach zadzwonilam do poloznej z pytaniem czy moge juz przygotowywac basen, bo mam bardzo bolesne skurcze. Powiedziala, ze tak i ze za pol godziny przyjedzie. Moj chlopak zaczal rozkladac i napelniac basen, podczas gdy ja jeczalam sobie z bolu w sypialni. Wynalazlam sobie pozycje na czworaka: kleczalam na poduszkach przy lozku a lokciami opieralam sie o lozko - spedzilam w takiej pozycji pare godzin. Wydawalo mi sie, ze to pomaga w skurczach i chcialam taka pozycja pomoc dziecku szybciej i odpowiednio przemiescic sie w dol (lezenie na plecach tylko to utrudnia).
Kiedy skurcze staly sie naprawde bardzo intensywne i czeste, przypomnialam sobie o muzyce, ktorej sluchalam w czasie autohipnozy. Poprosilam chlopaka zeby wlaczyl mi ta muzyke, a pozniej sluchalam jeszcze autohipnozy. ( www.lagodnyporod.pl/ )
Pomoglo mi to zrelaksowac sie na chwile ale kolejne, jeszcze mocniejsze skurcze szybko mi przypomnialy, ze teraz moze czas na ciepla kapiel w basenie.
Kiedy przyjechala Barbara, chciala mnie zbadac i sprawdzic rozwarcie, spytala sie czy moglabym sie polozyc na lozku, odparlam, ze nie ma szans, nie moge sie ruszyc z bolu. Wiec musiala mnie zbadac w takiej pozycji w jakiej bylam. Rozwarcie bylo na 7 cm. Ucieszylam sie i jednoczesnie zdziwilam. Dotarlo do mnie, ze niedlugo, za pare godzin, urodze. Od membrane sweep w szpitalu minelo ok. 8 godzin. Polozna zapytala sie czy przyniesc z samochodu gaz rozweselajacy, odparlam, ze tak chociaz wcale nie mialam ochoty go uzywac. Kiedy woda w basenie byla juz gotowa, zmusilam sie zeby sie ruszyc i wejsc do basenu. W basenie znowu przyjelam pozycje na czworaka. Doskonale pamietam te uczucia przyjemnosci, relaksu i odprezenia, kiedy weszlam do basenu z ciepla woda (temperatura byla ok. 37 stopni). Po krotkim czasie w basenie zaczelam czuc skurcze parte i ochote na parcie. W tym samym czasie kiedy zastanawialam sie czy mowic o tym poloznej (jak po angielsku sa skurcze parte ???), ona zapytala czy chce juz przec.Pare skurczy wczesniej zrobilam kupe do basenu (moj chlopak dzielnie ja wylawial) co bylo oznaka, ze wychodzenie dziecka odbedzie sie lada chwila.
Przy kazdym domowym porodzie musza byc pod koniec porodu, kiedy dziecko juz sie rodzi, dwie polozne. Druga polozna byla niedostepna, wiec moja polozna zadzwonila po ambulans aby byl ktos kto moglby pomoc w razie jakis komplikacji. Slyszalam jak przybyla pielegniarka i pielegniarz. Nie widzialam ich, poniewaz bylam tylem do pokoju z glowa opuszczona nad woda. Przez moment zastanawialam sie czy ich obecnosc bedzie mi przeszkadzala w porodzie ale bylam w domu i to bylo najwazniejsze. Czulam sie bezpiecznie, po prostu, jak to w domu : ) Bylam totalnie skupiona tylko na sobie, na mojej dolnej czesci ciala i na sygnalach jakie dostaje od ciala. Czytalam, ze niektore kobiety odbieraly parcie calkiem przyjemnie, wiec nastawilam sie, ze ta czesc porodu bedzie przyjemna. Prawde mowiac w pewnym sensie byla. Nie pamietam bolu skurczy tylko rozpierajaca mnie na dole energie, ktora nie byla bolesna tylko taka...radosna. (nie wiem jak inaczej to wytlumaczyc). Polozna poradzila mi abym w czasie parcia wydychala mocno powietrze jak przy dmuchaniu balona. To pomagalo w parciu.

W czasie parcia czulam delikatne pieczenie - czytalam o tym uczuciu - to oznaka, ze prawdopodobnie moge miec rozdarcie. Nie chcialam za bardzo przec na sile, wiec za kazdym razem kiedy czulam pieczenie przestawalam przec. Jednak po paru razach polozna zaczela mnie zachecac abym jednak sprobowala pchac jeszcze jeden raz wiecej. Prawdopodobnie stwierdzila, ze jednak juz czas na wypchanie dziecka. Bylam juz dosyc zmeczona parciem ale postanowilam sobie: tym razem wypchne go. Przy nastepnym skurczu z zawzietoscia i pomimo piekacego bolu wypchnelam glowke na zewnatrz. Bol minal. Przy nastepnym skurczu Kubus wyszedl do polowy a przy jeszcze jednym wyszedl ze mnie calkowicie. Polozna trzymajac go pod woda, popchnela go w moja strone pomiedzy moimi nogami. Nie bylam na to przygotowana, zobaczylam tylko malego bobasa dryfujacego pod woda i instynktownie zlapalam go. Oparlam sie o sciane basenu (wreszcie inna pozycja od godzin : ) i przytulilam Kubusia do piersi. Barbara powiedziala, ze Kubus przyszedl na swiat z raczka przy glowie i zwinieta piastka - dlatego tak ciezko mi bylo go wyprzec i pewnie stad rozdarcie. Posiedzielismy sobie tak w wodzie chwile, kiedy pepowina przestala pulsowac, polozna ja odciela, maly powedrowal na gola klate mojego chlopaka (kontakt skin to skin) a ja wyszlam z basenu.
Bylam zdziwiona jak zobaczylam, ze wszystko bylo przygotowane. Podloga oraz miejsce na sofie na ktore usiadlam byly wylozone matami nieprzemakalnymi. Ubralam sie w szlafrok i trzymajac Kubusia na golej piersi przylozylam go do piersi - od razu zaczal ssac dobroczynna i zdrowa siare.
Pozniej polozna powiedziala, ze musze wydalic lozysko, zaczelam przec pare razy, polozna nacisnela mi palcami dwa razy gore brzucha. Jakos trudno mi bylo wyprzec lozysko wiec stanelam i poprosilam ja aby pociagnela delikatnie za wiszaca pepowine a ja w tym samym czasie parlam. Lozysko zaczelo wychodzic. Polozna ogladnela je bardzo dokladnie - przy okazji zobaczylismy jak wygladal domek naszego dzidziusia. Nastepnie Barbara sprawdzila czy mam rozdarcie, okazalo sie, ze tak i ze bedzie mi musiala zalozyc pare szwow. Zapytala jakie chce znieczulenie: miejscowe w zastrzyku czy gaz rozweselajacy. Zapytalam co jest lepsze, pielegniarka odparla, ze jezeli nie uzywalam gazu przy porodzie to teraz moze mnie zemdlic. Wybralam znieczulenie miejscowe w zastrzyku (ha,ha, rodzilam bez znieczulenia a tu znieczulenie na zalozenie paru szwow : ))
Siedzialam na sofie z rozchylonymi nogami przedemna siedziala polozna i zakladala szwy a pielegniarka swiecila jej latarka.
Karetka odjechala, polozna wypelnila wszystkie papiery, przeegzaminowala synka (9/10 w skali Apgar), ubrala go w ubranka, posprzatala wszystko i zabrala ze soba wszelkie odpady (wziela nawet wklad foliowy do basenu, bo jest tylko jednorazowy). Po tym, ze wlasnie w domu odbyl sie porod nie bylo sladu, tylko basen zostal no i synek : ) Porozmawialismy jeszcze troche z Barbara - swietna polozna, z pochodzenia Czeszka, muzulmanka, 8 lat doswiadczenia jako polozna - i o 3 nad ranem zostalismy sami z nowonarodzonym synkiem. Kubus urodzil sie na 20 minut przed polnoca w srode 5 listopada.

Polecam porod w domu w wodzie. Basen mozecie wynajac, my kupilismy tutaj: www.birthpoolinabox.co.uk/, basen z calym wyposazeniem. W zestawie byla duza plandeka do przykrycia dywanu. Jedyne co potrzebujecie to recznik. Polozna wszystkim sie zajmie, przyniosla nawet ze soba maty nieprzemakalne, chociac ja tez takie maty kupilam na wszelki wypadek - przydaly sie pozniej do lozeczka. Porod w domu jest najbardziej naturalna rzecza jaka mozecie zrobic. Do szpitala chodza ludzie chorzy. Porod nie jest choroba ani zadna patologia, no chyba ze macie problemy z ciaza. Jezeli Wasza ciaza przebiega prawidlowo, nie ma sensu ani powodu rodzic w szpitalu. Nie potrzebujecie tez faszerowac sie srodkami przeciwbolowymi, bo porod jest naturalna rzecza i Wasze cialo nie zafunduje Wam nic czego nie moglybyscie zniesc. Dodatkowo kobiety po porodzie naturalnym szybciej wracaja do zdrowia, rzadziej zapadaja na baby blues i odnajduja w sobie kobieca pewnosc siebie i sile. Przestancie ogladac beznadziejnie propagandowe filmy dokumentalne typu "One born every minute" i postawcie na sile natury i na swoja wewnetrzna madrosc kobieca.

Prawde mowiac jest mi szkoda tych wszystkich kobiet, ktore rodza w szpitalach, zmuszone lezec na plecach na lozku, z podpietym ciaglym monitorowaniem plodu, przez co nie moga sie ruszac, chodzic i zmieniac pozycje jak chca. Szkoda mi, ze nie moga rodzic w swoim tepie tylko zmusza sie ich organizmy do szybszego porodu, szkoda mi dzieciatek rodzonych przez cesarskie ciecie czy wyciaganych proznociagiem czy kleszczami. Szkoda mi ze sa traktowane przedmiotowo i bezosobowo w systemie "opieki" szpitalnej, ze procedury szpitalne sa wazniejsze niz one same.
Chcialabym aby jak najwiecej kobiet mialo ta madrosc i sile aby rodzic w domu.


10 komentarzy:

  1. Hey, bardzo Ci dziekuje za ten wpis. Jestem w czwartym miesiacu i rozwazam porod w domu, a Twoj post uspokoil wiele moich obaw.
    Moge zapytac w ktorej czesci Londynu mieszkasz?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hey, mieszkalam na Walthamstow E17. Porod w domu to najlepsza rzecz dla Ciebie i malenstwa, komfort, poczucie bezpieczenstwa, no i porod jest taki Twoj a nie instutycyjny. Ja przygotowalam sie w ten sposob psychicznie (oprocz sluchania spokojnego porodu), ze wypisalam sobie na kartce pozytywne afirmacje na temat porodu i powiesilam na scianie w sypialni. Znalazlam tez w necie fajny obrazek, ktory tez wydrukowalam i powiesilam na scianie w salonie. Przedstawial kleczaca kobiete w ciazy i napis: She believed she could so she did. : )
    PS. Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hey, zapisalam sie na porod domowy, także teraz tylko trzymam mocno kciuki, że nie będzie żadnych komplikacji i bede mogla faktycznie urodzic w domu, bo to moje marzenie....! Jeszcze raz wielkie dzieki za podzielenie sie Twoim pozytywnym doswiadczeniem, bo dodało mi dużo odwagi...! Pozdrawiam serdecznie x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic sie nie martw. Grunt to pozytywne nastawienie :)Trzymam kciuki i powodzenia!

      Usuń
  4. Poród w domu nie jest dla każdego niestety. Ja tez mialam plan porodu napisany, chciałam żeby było naturalnie i najlepiej w basenie a skończyło się emergency c-section. Wody mi odeszły ale nie nastąpiła akcja porodowa, szpital, sztuczne wywoływanie,cesarka. Plan planem, a życie swoje. Dobrze ze byłam w szpitalu bo cesarka musiała być wykonana NATYCHMIAST.

    Zgadzam się, że w domu atmosfera luzniejsza i wielka swoboda ale nie każdy poród kończy się naturalnie i trzeba o tym pamiętać. Dodam jeszcze ze moja ciąża przebiegała idealnie bez żadnych problemów czy komplikacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile godzin minelo od odejscia wod? Dziecko oddycha pepowina i wcale nie musi byc porod od razu po odejsciu wod - to tylko na filmach : )Zawsze jest ryzyko, ze jak wyladujesz w szpitalu to Ci zrobia cesarke. Nigdy sie nie dowiesz,czy rzeczywiscie musieli Ci robic cesarke natychmiast a szpital z NHS pieniazki za zabieg dostal. To biznes jak kazdy inny. Na szczescie takie przypadki jak Twoj sa marginalne i wiele kobiet rodzi w domu, naturalnie.

      Usuń
    2. PS. No i napisz dlaczego niby mieli Ci robic cesarke natychmiast? Jak to wytlumaczyli? Mysle, ze Twoj komentarz nie jest prawdziwy. Wielu osobom nie podoba sie fakt, ze kobieta moze sama stanowic o swoim porodzie i pisza takie straszace komentarze. Nie wykasuje go chociaz uwazam, ze jest trolowaty.

      Usuń
  5. Hej mam pytanie: skąd pewność ze położenie dziecka jest główka w dół bez USG bo tak tu podobno robią. Patrzą na brzuch i wszystko wiedza czy może miałaś USG przed samym porodem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polozna obmacuje brzuch i tyle, wyczuwa jak jest ulozone dziecko. Nie mialam usg przed porodem. Ostatnie badanie przez polozna mialam na kilka tygodni przed porodem. U mnie synek byl glowa do dolu juz w 6-7 miesiacu.

      Usuń
  6. PS. Nie masz sie co martwic. To natura - dziecko samo uklada sie do porodu jak trzeba, czasami nawet przed samym porodem.

    OdpowiedzUsuń